Odbitki przez internet, wywoływanie zdjęć - Fotocyfra.net
Duże i małe miasta
Łatwo zgubić się w dużym mieście. Jeszcze łatwiej, gdy jest to duże znane miasto. Warto pojechać do Krakowa, przejść się Królewskim Traktem, zadrzeć głowę kilka razy ku gotyckim strzelistościom, nie oprzeć się urokowi krużganków na Wawelu. Warto też zgubić się w anonimowym tłumie. Raz na jakiś czas taka terapia wtopienia się w pędzący tłum nie zaszkodzi. Ja jednak jakoś wolę mniejsze rozmiary. W Krakowie, Wrocławiu czy Gdańsku gubię się zbyt często, jak w zbyt luźnych spodniach. Te miasta są jak luksusowe szarawary, toniesz w nich płacąc słono za przyjemność utonięcia. A przecież tak blisko z nich do miasteczek równie urokliwych, a pozbawionych przytłaczającej masy ludzkiego animuszu, wyzbytych niebezpieczeństwa otarcia się o pierwszego lepszego imbecyla, schowanych w zapomnieniu jakby w zakurzonym kącie, często zaniedbanych, ale o wiele bardziej autentycznych i traktujących przybysza jako kogoś wyjątkowego. Gdy zgubisz się w małym miasteczku zaraz odnajdą cię oczy tubylców, ciekawskie wszystkiego, co spoza podwórka. W zaułkach prowadzących do uśpionego rynku nie miniesz się z grupą wrzeszczących kolonistów, a jeśli się potkniesz, to o prawdziwie stary, pamiętający kilka stuleci bruk. Łatwo zgubić się w wielkim Krakowie, ale o wiele przyjemniej odnaleźć się w Lanckoronie.
Pojedźmy do Kazimierza – podobno tam zachód ze wschodem się zderza, a dni płyną smugą łagodną.
Pojedźmy do Lanckorony – słyszałem, że z głów schodzą korony, tak jak chciałem
Pojedźmy do Gniewu czasem – no, nie wiem… Tam złość schowana za pasem, wraz z gniewem
Pojedźmy do Dorohuska – dlaczego? Tam zionie ostatnia pustka i strach nie lęka się niczego
Pojedźmy do Bogatyni – może wtedy porachujemy się z tymi co od przypadku i biedy
Pojedźmy do Pińczowa – no właśnie - można tam zacząć od nowa to co gaśnie
Pojedźmy do Krasiczyna – adrenalina? Nie z tego Krasiczyn słynie – czas tam płynie
Pojedźmy do Zwierzyńca – nic dziwnego. Tam rośnie czas na dziedzińcach z klocków lego
Pojedźmy na koniec kraju tego, co państwem nie potrafi być.
Może tam nas nie znajdą, może tam można żyć .
Czarny Bocian
Wojna na kolory
Wojna na kolory
W zielonym lesie trwa wojna na kolory
Między bukiem a świerkiem toczą się spory
Spory kawał przestrzeni pod zielenią skrytej
To poligon utarczki, cel broni nabitej
Kto tu z kim tak się zmaga, kto tu guza szuka
Mało komu, że dzięcioł głośno w korę stuka
Komu zieleń nie starcza, więc domaga się zmiany
Na co świsty pocisków i prochu smród znany
Błękit z nieba jak lawa, z boku żar rozwścieczony
Czerwień z purpurą – sojusz na czas określony
Gdzieś z prawego zanadrza brąz zmieszany z żółcią
A róż ostry od tyłu pnia wielkiego pół ściął
O co walczą kolory w lesie o tej porze?
Przecież noc już zapada, żaden usnąć nie może?
Ciężkim jaskrawym orężem na się uderzają
A może tylko się bawią, może w paintball grają?
Czas sobie dobry wybrały, między nocą a dnieniem
Bo w tym czasie zieleń jeszcze słodko drzemie
Biją się o jej wpływy w nadchodzący dzień
Czarny Bocian






