Odbitki przez internet, wywoływanie zdjęć - Fotocyfra.net

Wysoka jakość papieru Fuji, niskie ceny

Radzimowice

Mokry maj. Zmoknięci jak szczury zjeżdżamy do równie zmokniętego Mysłowa. Dość obojętnie przejeżdżamy obok zanurzonego w szarości pałacu, ale pod kościółek pw. św. Jana Chrzciciela już zaglądamy. Jest dziś bardzo buro, szaro i szaro-buro – na zmianę – i wcale nie wiosennie. O wiośnie przypominają tylko obwisłe pierwiosnki, które jakby tu nie pasowały. Wyglądają jakby brały na siebie całą winę za ponurość świata. Znowu nasila się deszcz. Chyba nie ma sensu czyścić rowerów z błota, zaraz i tak dostanie im się na nowo.

Kaczawy na kole majówka 246

Na bitej drodze do Radzimowic zapominamy nieco o deszczu, bo umysł zajął nam ostry podjazd wysiłkowy. Przewyższenie około 500 m. Po dość uff-nym ataku na nachylenie drogi z radością witamy widok położonej tu wysoko wioski, dawnego (kto by pomyślał) miasta górniczego, zaznaczonej masztem z flagą. Już na wjeździe rzuca się w oczy nieodpowiadające standardom sudeckiej wsi zadbanie. Zaledwie kilka domów skupionych wokół centralnego placyku ze studnią. Przy niej postanawiamy skorzystać przerwy w deszczu i nagotować kawy.

Kaczawy na kole majówka 245

Gotujemy wodę, gdy nagle wszystko się odmienia. Pogoda wokól nas, a nastrój w środku nas. Radzimowice odsłoniły swe widokowe walory w jednej chwili, a my wobec tego w jednej chwili zaczynamy czuć się raźniej. Jeszcze nie potrafimy nazwać tego uczucia, ale jakoś otula nas urok tego miejsca, tchnienie czystej gościnności oraz magia prostoty i dobra. Pojawia się przedstawiciel tutejszej społeczności – Wiktor, który jak kilku innych przybył tu z miasta i zakochał się w surowym odludziu. Zagaduje, opowiada, pokazuje nam dom dla turystów, którego nie widać z drogi, bo tak sprytnie wkomponowany jest w zieleń. Dowiedziawszy się skąd i dokąd jedziemy proponuje nam darmowy nocleg w budce – kiosku na placu budowy. Dla nas to idealne rozwiązanie. Możemy teraz zostawić ciężkie sakwy i na lekko ruszyć dalej nie martwiąc się o wolną ambonę w lesie. Merdaniem ogona na nasze zakwaterowanie zezwala też drugi z gospodarzy – przyjacielski pies Bruno.

Kaczawy na kole majówka 253

Po słonecznie pysznej przejażdżce spędzamy w Radzimowicach wieczór, noc i poranek, czyli wszystkie najbardziej mistyczne pory doby. Dzisiaj wieś odradza się z zapomnienia, ale kiedyś posiadała status wolnego miasta górniczego, a nawet własny herb. Wydobywano tu wiele z bogactw ziemi – złoto, srebro, miedź, arsen. Dzis Radzimowice tętnią innym życiem- własnym i niebanalnym. Studnia pośrodku dawnego rynku ma zachęcać turystów wędrujących z Wojcieszowa, Mysłowa lub Lipy do zatrzymania się choć na chwilę. Są też solidne ławy oraz tablica informacyjna z hsitorią osady. O wszystko dbają sami mieszkańcy poświęceni w pełni swojej sielskiej krainie, na czele z sołtysem – Wiktorem Urbańczykiem. Wokół panuje też nastrój nieco tajemniczy, który tworzą chociażby symbole i znakiruniczne rodem ze Skandynawii.

Kaczawy na kole majówka 195

To nie koniec oczarowań. Rankiem, po przebudzeniu uraczeni jesteśmy jeszcze jednym przejawem tutejszej gościnności. Wczoraj ten prezent był zamaskowany kotarą chmur, ale dziś, na pożegnanie odsłania się w całej okazałości – widok na rozpięte tuż za Osełką Karkonosze, jakby lukrem obsypane niby tort grzbietowy. Wpatrzeni jak zaczarowani żegnamy się z Wiktorem nabierając wody z dobrej studni na dalszy ciąg wyprawy.

Kaczawy na kole majówka 087

Czarny Bocian

czarnybocian@vp.pl