Odbitki przez internet, wywoływanie zdjęć - Fotocyfra.net
NAD JEZIOREM VAN
Nad jeziorem Van
Jedziemy białą ciężarówką z kurdyjskim kierowcą, który z taśmy puszcza muzykę, a sam podśpiewuje pod nosem narodowe pieśni. Droga pnie się pomiędzy górami, aż do przełęczy wzniesionej na 2200 m npm. To najwyższy punk na trasie z Bitlis do miasta Van. Powoli tracimy wysokość, ale jeszcze we wstecznym lusterku możemy podziwiać majestatyczne szczyty gór Kurdystanu. Pod wieczór wysiadamy nad brzegiem jeziora Van, które jest największym jeziorem w Turcji. Jest ono ze wszystkich stron otoczone wysokimi górami, a sama woda jest lekko słona. Nasz namiot rozbijamy na małym wzniesieniu z widokiem na jezioro i wyspę Akdamar, na której znajdują się ruiny ormiańskiego kościółka z X w. Tu wiosna dopiero dociera, łąki goszczą pierwsze kwiatki. Gdy szykowaliśmy się do snu z pobliskiej wioski przeszedł młody pasterz ze swoim stadem owiec. Chwilę z nim porozmawialiśmy, ale z naszym łamanym tureckim niewiele mogliśmy zrozumieć. Mehmet, bo tak miał na imię, po jakimś czasie poszedł do wsi, ale wrócił po zmroku z wielką niespodzianką: pięć litrów świeżego jogurtu, ser oraz chleb. To się nazywa gościnność! Pałaszujemy ze smakiem świeże produkty i z pełnymi brzuchami zasypiamy spoglądając w niebo po brzegi wypełnione gwiazdami. Rankiem budzi nas beczenie owiec. To Mehmet przyszedł nas pozdrowić muzułmańskim „salam”, na które odpowiadamy „pokój i Tobie”. Pakujemy się i jedziemy dalej w nieznane…
NOMADZI




