Odbitki przez internet, wywoływanie zdjęć - Fotocyfra.net
PAŃSKA GÓRA – ZAGUBIONE NAZWY
PAŃSKA GÓRA – ZAGUBIONE NAZWY
Tylko zapaleni górzyści wiedzą, jak bardzo wejście Polski do układu z Schengen ułatwiło im życie. Skończyły się absurdy przygraniczne z sukcesem komplikujące dotarcie do wielu ciekawych miejsc. Ograniczenia na wskroś idiotyczne, tym bardziej, że na granicy z przyjaciółmi z Czeskiej Republiki. Poza tym Sudety to przecież twór geograficznie niepodzielny jakąś sztuczną linią demarkacyjną. Chociaż znajdują się po obu stronach granicy, nie można ich znać zagłębiając się tylko w część polską.
Z wielkim przeto zapałem korzystając z danych nam możliwości wybraliśmy się miesiąc po wspomnianym wydarzeniu z Lewina Kłodzkiego na Pańską Górę trasą bez szlaku, za nic mając sobie obecność słupków granicznych.
Taszów to zadupie, ale jakże ładne zadupie. Schowane za górami, bliżej stąd do Czech, niż do Polski, pełne rozpadających się chałup przycupniętych w dolinie potoku, który przeskakujemy, by dostać się do szosy i kościółka. Przyszliśmy tu zLewina pokonując połoninne i widokowe wyniesienie Taszowskich Górek. Poniżej malutkiej świątyni wypatrzyć można podupadłą kapliczkę, lekko pochyloną pod naporem czasu. W takich miejscach jak to czas ma swoją definicję i tylko psy zaczepno-obronne psują tę sielankę szarżując na bardzo rzadkich (czyt. żadnych) turystów. Tym razem jednak jedyny czworonóg okazał się bardzo pokojowo usposobiony – wesoły rudzielec z frędzlami na uszach szukający towarzystwa jak powietrza. Przykolegował się do nas i odprowadził poza wieś aż do krzyża przydrożnego. Tu zeszliśmy z szosy w prawo na widokowy grzbiecik Kościelnej Góry (642m). Ze wzgórz, po których biega płowa głowa naszego kumpla widać już Czechy, a Olesnice zaznaczone są wystającą jak kikut wieżą kościoła. Mając ją za cel schodzimy do byłego miasteczka górniczego z zachowanym rynkiem. Czeka nas tu zasłużona przerwa, bo znajdujemy czynny hostinec, w którym nikt nie krzywi się na złotówki. Dotychczasowe wrażenia popijamy Primatorem z beczki za 4 zł i tak napełnieni możemy ruszyć dalej.
Pańską Górę (772m), główny cel wycieczki zdobywamy wychodząc między opłotki ze szlaku żółtego wiodącego nieco ponad właściwą osią wsi. W ten sposób wydostajemy się na rozległe pola siegające aż do wierzchołka. Szkoda, że nie mamy oczu dookoła głowy. Pańska Góra zachwyca widokowo, choć nie leży na żadnym szlaku turystycznym. Z jednej strony potężnie wyglądająca Orlica, z drugiej Góry Stołowe i Karkonosze.
Jak zejść? Można do Dusznik grzbietem przez Jelenia, a dalej za znakami czerwonymi przez Jamrozową Polanę. Można też pozostać jeszcze w klimacie opuszczonych, zapomnianych miejsc i powałęsać się po dość nieregularnej topografii na północ od szczytu, penetrując wymarłe lub wymierające wioski z ruinami chałup, starymi sadami owocowymi i bezszelestnie przemykającymi potokami – Zimne Wody, Jawornica, Witów.
czarnybocian@vp.pl





