Odbitki przez internet, wywoływanie zdjęć - Fotocyfra.net
NA CHODNIKU
Na chodniku
Na ulicach Paryża, Londynu czy Wrocławia krawężnik wyznacza granicę między światem pieszego i światem zmotoryzowanych. W Delhi przestrzeń zorganizowana jest inaczej. Tu krawężnik ma mało do powiedzenia, a podział na chodnik i jezdnię jest mocno zatarty, lub nawet nie istnieje. Pędzący sznur warczących motoriksz, łańcuszki spoconych tragarzy ciągnących drewniane platformy wypchane towarem sterczącym na kilka metrów w niebo, rowerowe riksze ozdobione kolorowymi malowidłami, rozklekotane autobusy, których kierowcy ani na chwilę nie rezygnują z naciskania klaksonu, spacerujące krowy… to wszystko zlewa się w jedną masę wraz z pieszymi, próbującymi przejść na drugą stronę, matkami odbierającymi dzieci ze szkoły, sklepikarzami, którzy wystawiają swój towar, bosymi pielgrzymami oraz bezdomnymi. Kiedy już przyzwyczaimy się do zgiełku, ruchu i hałasu możemy wypatrzyć ciekawostki, jakie szykuje dla nas stołeczny chodnik.
Między stłoczoną gromadą odpoczywających tragarzy przeciska cię ciemnoskóry mężczyzna, z czerwonym turbanem na głowie. Zza ucha wystaje mu długaśny patyk zakończony kulką z waty. Zagaduje kolejno mijanych ludzi, aż w końcu natrafia na… klienta. Usadawiają się wygodnie przy krawężniku a pałeczki idą w ruch. Klient krzywi się i grymasi, kiedy czyściciel uszu wykonuje swoją pracę. Wszystko trwa zaledwie chwilę, po czym wzbogacony o klika rupii czyściciel odchodzi w poszukiwaniu nowego klienta. Nie musi szukać długo, tuż za rogiem zaczepia go młoda dziewczyna. Biznes kwitnie, a widok mężczyzny grzebiącego w cudzych uszach nikogo nie dziwi.
Po drugiej stronie ulicy, na skwerku pod drzewem, przykucnął ciemnowłosy chłopak. Na białym stoliku wykłada towar: patyki różnych wielkości i grubości związane czarną gumką. Jasna kora do jasnej, ciemna do ciemnej. Tylko po co komu patyki? Zapytany co sprzedaje, pokazuje do czego wykorzystuje się te kawałki drewna – to coś w rodzaju naszej szczoteczki do zębów. Szoruje się nim jamę ustną, żuje kawałek po kawałku. Nie każdy patyk nadaje się do tego celu… musi to być neem (Azadirachta indica), które ma właściwości lecznicze i oczyszczające.
A kiedy patyki zawiodą i zęby się jednak psują można odwiedzić dentystę. Urzęduje na krawężniku tuż obok sprzedawcy „szczoteczek”. Ma lekko podwinięty wąs i tajemniczy uśmiech. Na czerwonym materiale wyłożył cały swój sprzęt. Komplet sztucznych zębów, miseczki, dłuta, pilniki i watę. Ciarki przechodzą po plecach na sam widok tego wyposażenia, ale skoro tam urzęduje, znaczy, że ktoś do niego przychodzi. Zawsze można najpierw spytać o radę wróżbitę, który siedzi po drugiej stronie ulicy. Z magicznego ułożenia pestek po pistacjach i kolorowych kamyczków wyczyta czy warto odwiedzić dentystę. Dla pewności z układu linii papilarnych może nam przepowiedzieć pasmo sukcesów… tym większe im więcej rupii wciśniemy mu w dłoń.
Ulice Delhi oferują nam też ogromny wybór fryzjerów i golibrodów na świeżym powietrzu; sprzedawców kłódek, na które możemy zamknąć nasz hotelowy pokój, dziesiątki miejsc, w których możemy się zważyć, wyczyścić buty, wyprać, wyprasować czy zszyć odzież, skorzystać z toalety (wyznaczona ściana budynku z rurą odpływową), podyktować pismo człowiekowi z maszyną do pisania, jeśli jesteśmy analfabetami. Gdzie tylko spojrzymy czeka na nas jakiś nietypowy zawód, niespotykane nigdzie indziej zajęcie.
Wszystko pod gołym niebem, wszystko na chodniku.
Tomasz Nasiółkowski & Emilia Maciejczyk (NOMADZI – nomads.world@gmail.com)





