Odbitki przez internet, wywoływanie zdjęć - Fotocyfra.net
Klasztor Deir Mar Musa
Klasztor Deir Mar Musa
O klasztorze dowiedzieliśmy się od naszego znajomego Syryjczyka, u którego mieszkaliśmy kilka dni w mieście Homs. Issa bardzo polecał nam to miejsce i zostanie tam na noc. Posłuchaliśmy się jego rad i ruszyliśmy na południe, główną szosą w kierunku Damaszku. Wielką ciężarówką dojechaliśmy do kamieniołomu, skąd wskazano nam górską ścieżkę prowadzącą do klasztoru. Na zboczach wąskiej, skalistej i pozbawionej niemal roślinności doliny, po arabsku zwanej wadi, znajduje się z jezuicki klasztor z XI wieku. Ciekawe, że na takim odludziu znajduje się chrześcijańska enklawa w muzułmańskim kraju. Budynki rozrzucone są po obu stronach doliny, a łączy je stalowy mostek. Przetransportowaliśmy się do innego świata – przecudna lokalizacja, a cisza Pustyni Syryjskiej na zawsze pozostanie nam w pamięci. Przywitali nas mnisi i spytali czy chcemy zostać na noc. Oczywiście, że chcemy! Kobiety i mężczyźni śpią tu w osobnych budynkach. Aby dostać się do części zamieszkałej przez kobiety, trzeba przejść przez żelazne drzwi, chyboczący się mostek zawieszony nad doliną, wdrapać się kilkadziesiąt schodów i ominąć psa strażnika, który chyba pilnuje żeby żaden pan się tu nie wkradł. Jedną z ważniejszych zasad działania klasztoru jest jego gościnność i otwartość – można tu zostać jak długo się chce, a każdy podróżny może skorzystać z noclegu i posilić się, w zamian za pomoc przy pracach gospodarczych. My zaprzyjaźniliśmy się z parą Kanadyjczyków, którzy zwiedzają świat nieprzerwanie od 4 lat. Wieczorem mnisi zapraszają na medytację i mszę po arabsku. Zaraz po uroczystości odbywa się wspólna kolacja – chleb, ser domowej roboty (mnisi mają swoje stado kóz), dżem, zatar, oliwa i herbata, czyli czaj. Z pełnymi brzuchami chcieliśmy posiedzieć sobie na tarasie, gdy rozległ się głos wielkiego mnicha: „MEN OUTSIDE, MEN OUTSIDE”. Tylko, co to niby znaczy? Żelazna reguła klasztoru nakazuje, że tuż po zakończeniu kolacji wygania się panów do ich części, zamyka wielkie drzwi i do rana się ich nie otwiera. Tego się nie spodziewaliśmy. Ale cóż zrobić. Grzecznie rozeszliśmy się do swoich części i już o 21 byliśmy w łóżkach.
Tomasz Nasiółkowski & Emilia Maciejczyk (NOMADZI – nomads.world@gmail.com)




